Warning: include(http://www.e-nba.pl/bannery/banner_up.php) [function.include]: failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.0 404 Not Found in /vol/www/collegehoops/archiwum/inc/gora.inc on line 2

Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.e-nba.pl/bannery/banner_up.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php-5.2.17-2.4/lib/php') in /vol/www/collegehoops/archiwum/inc/gora.inc on line 2
 
 
 

























POSZUKUJEMY CHĘTNYCH DO REDAGOWANIA SERWISU - PRZYŁACZ SIE DO NAS

Czy Duke obroni mistrzostwo NCAA?
tak, są bardzo mocni
nie, przegrają w finale
nie, przegrają w Final Four
nie, przegrają wcześniej w Turnieju



 
?ladami Jana Tomaszewskiego>> - Super-Basket
2001 r.

Piotra Dobrowloskiego mało kto zna w Lublinie, chociaż jest on rodowitym lublinianinem, a do tego bardzo dobrym koszykarzem. Nic dziwnego - Piotr w wieku 17 lat, po zaliczeniu dwóch klas liceum, opuścił dom rodziców. Pierwsze kroki skierował do Warki, gdzie przez dwa lata grał w tamtejszej Szkole Mistrzostwa Sportowego. Po maturze wyjechał za ocean, gdzie przebywa do dzisiaj.

Warka nie taka zła

Swój pobyt w Szkle Mistrzostwa Sportowego Piotr wspomina bardzo dobrze, chociaż wielkich sukcesów sportowych jego drużyna nie zanotowała, a na domiar złego w 1999 roku musiała opuścić szeregi II ligi. - Przynajmniej dużo grałem - mówi Piotr- W lubelskim AZSie, który akurat w tym czasie awansował do ekstraklasy, zapewne grzałby ławę. A tak mogłem naprawdę wykazać się, zaliczając w każdym meczu po kilkadziesiąt minut.
Warka była jednak tylko przystankiem na drodze do realizacji jego największego życiowego celu - wyjazdu do USA. Za oceanem Dobrowolski pojawił się latem 1999 roku i zaczął grę w junior collegu, najpierw w Miami (ale nie na Florydzie, tylko w Oklahomie), a po roku przeniósł się do Fort Scott w stanie Kansas.

Pobudka o piątej rano

- Początki były niesamowicie trudne - wspomina nasz bohater- Nawet przez myśl mi nie przeszło, że spotka mnie w USA taka katorga. Pierwszy trening, który tam odbyłem rozpoczął się o .. wpół do szóstej rano. Następnego dnia znów tak samo i tak przez cały czas. Poranny trening odbywał się zawsze na stadionie i polegał głównie na ciągłym bieganiu wokół boiska. Po kilkudziesięciu minutach nie wytrzymałem i zwymiotowałem. Moi koledzy także. Nie zraziło to jednak w żaden sposób prowadzącego zajęcia, który ani przez moment nie popuścił i nie zwracając uwagi na naszą niedyspozycję, dalej prowadził trening. Także przedpołudniowe zajęcia na siłowni to było prawdziwe piekło. Tam nikogo nie obchodziło, że ja jeszcze nigdy w życiu nie podnosiłem takich ciężarów. Miałem ćwiczyć wraz z innymi i koniec - najwyżej przygniotłaby mnie sztanga. Jednak już po roku zacząłem dostrzegać dobrodziejstwa takiego treningu. Przytyłem 10 kg i bynajmniej nie było to spowodowane przyrostem tkanki tłuszczowej. Na boisku podczas meczów radziłem sobie nawet w pojedynkach z najsilniejszymi przeciwnikami. Trzeba bowiem dodać, że koszykówka amerykańska tym głownie różni się od europejskiej, że jest oparta na sile fizycznej. Tutaj dla nawet najlepiej wyszkolonych technicznie słabeuszy nie ma miejsca. Każdy mecz to walka o pozycje, podczas której trzeba liczyć tylko na siebie. W Stanach gra się przede wszystkim jeden na jeden, toteż nie można oczekiwać, że któryś z kolegów pomoże ci, postawi zasłone.

Zacząłem grać

Pierwszy sezon Piotra za oceanem nie był może zbyt udany. Fizycznie w dalszym ciągu ustępował on swoim zwłaszcza czarnoskórym kolegom z drużyny, toteż niezbyt często pojawiał się na boisku. Przełomowy był dla niego dopiero zakończony przed kilkoma miesiącami sezon. Godziny spędzone na siłowni i na stadionie zaczęły przynosić efekty i szkoleniowcy nie bali się opierać gry zespołu właśnie na młodym Polaku. Jego największym atutem stał się zwłaszcza bardzo dobry rzut z dystansu. Piotr rzucał dużo i chętnie, a co najważniejsze, robił to z doskonałym skutkiem. Sezon 2000/2001 zakończył z wymarzoną wręcz skutecznością rzutów za trzy punkty - 60,5 % Wiele meczów drużyna z Fort Scott wygrała głownie dlatego, że w decydujących momentach nie zadrżała mu ręka Dwudziestolatek z Lublina stał się powoli obiektem zainteresowania trenerów uniwersyteckich, którzy chętnie widzieliby w swoich szeregach młodego Polaka.
- Niech nikt nie myśli - ocenia Piotr - że po ukończeniu junior collegu tak łatwo można się dostać na uniwersytet. Wielu chłopców kończy wtedy karierę, bo nie może znaleźć dla siebie miejsca na żadnej uczelni. Ja na szczęście nie miałem takich kłopotów. Moja dobra gra a zwłaszcza doskonała skuteczność rzutów z dystansu sprawiła, że miałem wiele propozycji z bardzo dobrych uniwersytetów. Znany w USA trener Bob Moa starał się na przykład ściągnąć mnie do Emporia State University of Kansas, nazywając mnie polskim Tonim Kukocem. To porównanie potraktowałem jako wielki komplement, ale ostatecznie zdecydowałem się na uniwersytet St Mary w San Antonio.

Teksas to jest to

Piotrowi szczególnie spodobało się właśnie w San Antonio, gdyż tak wspaniałych obiektów sportowych, jakimi dysponował tamtejszy uniwersytet, jeszcze nigdzie nie widział. Poza tym San Antonio to piękne, wypełnione turystami miasto, gdzie zawsze świeci słońce i jest bardzo gorąco. Nic dziwnego - stąd do granicy z Meksykiem jest zaledwie 150 kilometrów. Gdy Piotr zjawił się w San Antonio, trener tamtejszej drużyny zarządził test sprawdzający jego umiejętności. Miał on trwać dwie godziny, lecz gdy nasz bohater na dobry początek trafił 14 z 15 rzutów za trzy punkty. Test zakończył się po pięciu minutach. Jego wyczyn wzbudził takie uznanie u szkoleniowców z San Antonio, że dalsze ćwiczenia okazały się niepotrzebne, Podczas pierwszego dnia pobytu Dobrowolskiego w San Antonio odkrył on, że przed wieloma laty gwiazdą tamtejszego uniwersytetu był zawodnik o nazwisku ... Jan Tomaszewski. Oczywiście to nie powszechnie znany w Polsce bohater z Wembley, ale Amerykanin polskiego pochodzenia, który po ukończeniu St Marys grał przez długie lata w NBA. - Czeka mnie tutaj bardzo trudne zadanie - przewiduje Piotr Dobrowolski - Przede wszystkim dlatego, że gra w NCAA to nie występy w barwach junior collegu. Tutaj bardzo trudno znaleźć dla siebie miejsce w zespole, gdyż powszechnie wiadomo, że amerykańscy trenerzy kochają przede wszystkim zawodników czarnoskórych. Tam trudno jest przebić się do gry nawet białym Amerykanom, a co dopiero przybyszowi z Europy. Mówił mi o tym nawet znany z występów w Chicago Bulls, Steve Kerr, którego spotkałem w San Antonio. Ja jednak wierzę, że uda mi się przez dwa lata studiów udowodnić wszystkim, że jestem znakomitym koszykarzem.

Pieniądze tylko na papierze

Piotr Dobrowolski podpisał w San Antonio kontrakt opiewający na kwotę 23 tysięcy dolarów rocznie. Z tej niebagatelnej kwoty nie ujrzy jednak ani centa - cala suma zostanie przeznaczona na opłacenie studiów, zakwaterowanie i wyżywienie, a także na ubezpieczenie. Niestety, w Stanach sa takie przepisy, które nie pozwalają w ligach akademickich czerpać korzyści materialnych z gry w koszykówkę. Piotr Dobrowolski nie jest jednak specjalnie zmartwiony tym faktem, chociaż wie, że wielu jego rówieśników, którzy zdecydowali się kontynuować karierę koszykarską w kraju, zarabia już całkiem spore pieniądze. - Po prostu na razie inwestuję w siebie a na zarabianie będę miał czas po zakończeniu studiów - twierdzi Piotr Dobrowolski - Dyplom amerykańskiego uniwersytetu, nie oszukujmy się, więcej znaczy na całym świecie niż dyplom polskiej uczelni. Poza tym jestem pewien, że gry w koszykówkę lepiej nauczę się w Stanach Zjednoczonych niż u nas w kraju. Oczywiście, że moim największym marzeniem jest gra w NBA, tak jak chyba wszystkich młodych koszykarzy na całym świecie. Pytanie, czy uda mi się tam dostać, gdyż wiadomo, tylko nieliczni dostępują tego zaszczytu. Jeżeli nie, chciałbym swoją koszykarską przygodę kontynuować w Hiszpanii, Grecji czy we Włoszech. Dlaczego na południu Europy ? Bo tam jest cieplej niż w Polsce a ja uwielbiam ciepło. Na razie cieszę się, że czekają mnie dwa lata pobytu w bardzo gorącym Teksasie.

autor: Janusz Skowroński

<--- Wróć

 
NBA





Tournament 2010

  • 13 marca
    Selection Sunday

  • 15-16 marca
    First Four

  • 17-18 marca
    druga runda

  • 19-20 marca
    trzecia runda

  • 24-25 marca
    Sweet 16

  • 26-27 marca
    Elite Eight

  • 2 kwietnia
    Final Four

  • 4 kwietnia
    Finał NCAA



  • Najlepszą drużyną Rankingu AP w tym tygodniu jest:


    Ohio State



    Wybierz wywiad:



    Czytaj artykuł:

  • Nowi uczestnicy NCAA Tournament
  • TOP5 sezonu 2010/11
  • W Final Four obalajš stereotypy
  • Sukces nie zmieni? Haywarda
  • Czas na Final Four

    więcej artykułów




  • hotel Świdnica - gąsienice do minikoparek