Warning: include(http://www.e-nba.pl/bannery/banner_up.php) [function.include]: failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.0 404 Not Found in /vol/www/collegehoops/archiwum/inc/gora.inc on line 2

Warning: include() [function.include]: Failed opening 'http://www.e-nba.pl/bannery/banner_up.php' for inclusion (include_path='.:/usr/local/php-5.2.17-2.4/lib/php') in /vol/www/collegehoops/archiwum/inc/gora.inc on line 2
 
 
 

























POSZUKUJEMY CHĘTNYCH DO REDAGOWANIA SERWISU - PRZYŁACZ SIE DO NAS

Czy Duke obroni mistrzostwo NCAA?
tak, są bardzo mocni
nie, przegrają w finale
nie, przegrają w Final Four
nie, przegrają wcześniej w Turnieju



 
"Cz?owiek, który nie s?ucha? Bobby'ego Knighta" - ?ycie Warszawy
11 Sierpnia 2003 r.

Anonimowy koszykarz z wielkimi ambicjami

Syn najsłynniejszej polskiej koszykarki, podopieczny legendarnego amerykańskiego trenera i przyjaciel Jeffa Nordgaarda. Paweł Storożyński, po latach spędzonych we Francji oraz USA, wreszcie wrócił do Polski.

Dla młodszych kibiców koszykówki nazwisko Storożyński pozostaje właściwie anonimowe. Starsi kojarzą je przede wszystkim z Bożeną Storożyńską - jedną z najlepszych koszykarek Europy na przełomie lat 70. i 80. Dwukrotnie - w 1980 i 1981 roku - poprowadziła reprezentację Polski do wicemistrzostwa Starego Kontynentu. Stołeczni fani mogą również pamiętać Tomasza Storożyńskiego, przez lata czołowego zawodnika Legii Warszawa.

Niebawem również młodszym kibicom nazwisko Storożyński powinno zapaść w pamięć. Paweł, syn Bożeny i Tomasza, właśnie rozpoczyna polski etap swojego życia.


Niewidomy na Okęciu 24-latek przyleciał do Polski trzy tygodnie temu. Na lotnisku Okęcie wylądował z całym dorobkiem swojego życia. Po czterech latach spędzonych w USA, spakował je w siedem wielkich toreb.

- Gdy wychodziłem do hali przylotów, szedłem jak ślepy. Przed sobą prowadziłem dwa wózki załadowane gratami, zza których niczego nie widziałem - opowiada.

Na lotnisku czekała na niego tylko rodzina z Pabianic. Choć Storożyński, obok Macieja Lampe, Cezarego Trybańskiego, Szymona Szewczyka, czy Michała Ignerskiego, jest jedną z większych nadziei naszej koszykówki, pozostaje anonimowy. Nic zresztą dziwnego. Z Polski wyjechał mając rok, gdy rodzice przenieśli się do Auxerre. Niemal całe życie spędził we Francji. Dopiero ostatnich kilka lat to przygoda z Ameryką.

- Niektórzy żartują, że Polska jest dla mnie dopiero trzecim krajem, po Francji i USA. Faktem jest, że od małego w rodzinnym kraju spędzałem tylko wakacje. Najdłużej byłem tutaj przez miesiąc. Mimo to czuję się Polakiem. Chciałbym, aby polscy kibice jak najszybciej mnie poznali - mówi z wyraźnym francuskim akcentem Paweł.

Idź i rzucaj

Jego rodzice bez koszykówki nie wyobrażali sobie życia. Ojciec po wyjeździe do Francji został trenerem grup młodzieżowych w Dijon. Syn musiał podążyć przetartymi przez rodziców szlakami.

- Od początku nie podlegało dyskusji, że będę sportowcem. Niewiele brakowało jednak, bym został judoką. Właśnie od tego sportu zaczynałem. Później była koszykówka, ale w wieku 12 lat moja miłość do niej została wystawiona na ciężką próbę. Przestałem rzucać do kosza, gdyż spodobała mi się owalna piłka do rugby. W tym samym czasie próbowałem też swoich sił w piłce nożnej i nawet... ping-pongu. Ostatecznie rodzice wzięli mnie jednak na poważną rozmowę i kategorycznie stwierdzili "Spróbowałeś różnych rzeczy, ale już czas najwyższy byś wrócił na parkiet. Masz piłkę, idź rzucać" . Co było robić" Tak zrobiłem. Żal do rodziców szybko minął. Zrozumiałem, że faktycznie koszykówka sprawia mi najwięcej frajdy. Dzisiaj za tamtą rozmowę mogę być im tylko wdzięczny.

Amerykański Wagner

O Storożyńskim pierwsze głosy dotarły do Polski, gdy przed dwoma laty jako pierwszy zawodnik w naszej historii trafił do drużyny prowadzonej przez Bobby"ego Knighta - trenera, będącego absolutną ikoną ligi akademickiej. To szkoleniowiec, o którego katorżniczych metodach treningowych krążą legendy. Taki Hubert Wagner amerykańskiego sportu. Do historii przeszedł m.in. jako trener, który w 1984 roku prowadził reprezentację USA podczas igrzysk olimpijskich w Los Angeles. Największą gwiazdą tamtej drużyny był niejaki Michael Jordan... - Knight jest totalną gwiazdą amerykańskiej koszykówki - relacjonuje Storożyński. - To człowiek, z którego zdaniem liczą się najważniejsi ludzie. On sam nie liczy się natomiast ze zdaniem nikogo (śmiech). Na naszych spotkaniach zawsze był komplet widzów. Nikt nie miał wątpliwości, że to nie my, koszykarze zapełnialiśmy trybuny, lecz on - Bobby Knight. Podczas spotkań wyjazdowych nie byliśmy zapowiadani jako drużyna Texas Tech, tylko "Bobby Knight i jego Texas Tech". Słynny trener znany jest m.in. z tego, że nie znosi żadnego sprzeciwu, Storożyński z marsową miną wspomina moment, w którym mu podpadł po raz pierwszy.

- Przed pierwszym sezonem u Knighta władze NCAA przypomniały sobie, że zagrałem trzy spotkania we francuskiej ekstraklasie Pro A. Ukarano mnie 9-meczową dyskwalifikacją. Knight był wściekły. Miał już opracowany plan gry zespołu ze mną w pierwszej piątce i musiał go zmodyfikować. Później bardzo ciężko było mi wrócić w jego łaski, tym bardziej, że miewałem swoje zdanie. Tymczasem u Knighta coś takiego, jak opinia zawodników nie ma racji bytu. Jego zespół jest jak armia, on sam jak generał. Jeśli ktoś go nie słucha, mówi mu najczęściej "do niewidzenia" - wspomina Polak.

Lżejsza wątroba

W końcu Storożyński odważył się jednak sprzeciwić legendarnemu trenerowi. - Przez dwa lata siedziałem cicho jak mysz pod miotłą. Podczas ostatniego sezonu mieliśmy jednak mnóstwo kłopotów, atmosfera w zespole była fatalna. Potęgowały ją kolejne porażki. Knight dostawał furii, pokazywał swoje prawdziwe, najgorsze oblicze. W końcu przed pewnym spotkaniem nie wytrzymałem. Wygarnąłem mu, co o nim myślę. Mecz przesiedziałem oczywiście na ławce, ale i tak byłem zadowolony. W końcu wyrzuciłem wszystko, co leżało mi na wątrobie. Ponieśliśmy porażkę. Zaraz po końcowej syrenie Knight wparował jak szalony do szatni i oznajmił, że wszyscy mają być za 15 minut w autobusie. Zdążyliśmy. Innym razem, w ten sam sposób dał nam 20 minut. Siedział w autokarze i patrzył na zegarek. Gdy czas upłynął kazał kierowcy ruszać. Zupełnie nie przejął się, że brakowało czterech zawodników, a my znajdowaliśmy się w innym mieście. Następnego dnia pechowcy sami musieli wracać samolotem do domu. Jednego mogę być pewny - żaden trener mnie już nigdy nie wystraszy. Jak twierdzą Amerykanie, bardziej szalonego na od Knighta po prostu nie ma - mówi z uśmiechem Storożyński.

Kumpel od Springsteena

Na koszykówce jego świat się nie kończy. Drugą częścią jest muzyka. - To doskonałe uzupełnienie. Nie muszę myśleć 24 godziny na dobę, co mi się udało, a co nie, na parkiecie. Muzyka najpierw mnie relaksuje, a później nakręca na koszykówkę. Nie wydaję pieniędzy na perfumy i inne zbędne rzeczy. Wszystko pochłaniają mi zakupy płyt. Moja kolekcja liczy ponad 700 kompaktów, ale wciąż nie równa się tej, której właścicielem jest ojciec. On ma ponad dwa tysiące płyt.

Storożyński nie ogranicza się do biernego słuchania Rolling Stonesów. - Sam uwielbiam grać. Gdy mieszkałem jeszcze we Francji miałem własną kapelę. Graliśmy przede wszystkim rocka i bluesa. Byłem wokalistą. Wyżywałem się też na gitarze i basie - wspomina.

Pod koniec tego tygodnia reprezentacja Polski rozpocznie w Warszawie drugie zgrupowanie. Powinien pojawić się na nim Jeff Nordgaard - jeden z najlepszych skrzydłowych naszej ligi, który w czerwcu tego roku otrzymał polskie obywatelstwo. Storożyński, pytany o niego uśmiecha się znacząco od ucha do ucha.

- To mój bardzo dobry kumpel od gitary - mówi. - Poznaliśmy się we Francji, gdy miałem 17 lat. Zaczynałem karierę, a on był zawodnikiem Dijon. Połączyła nas muzyka. Spędzaliśmy razem mnóstwo czasu. Zestaw obowiązkowy każdego wieczoru był bardzo podobny: Guns N?Roses, Bruce Springsteen, dobry film i jeszcze lepsza pizza. Jeffa dopadł pech. Grając we Francji miał dość poważny wypadek samochodowy i nabawił się skomplikowanej kontuzji ręki. Później, mimo że rozjechaliśmy się w różne strony świata, nie straciliśmy ze sobą kontaktu. Byłem jednak zdziwiony, gdy w końcu dowiedziałem się, że Jeff przyjechał grać do Polski. Ale to nic w porównaniu z momentem, w którym dotarła do mnie informacja, że został Polakiem. To był szok. Równie wielki, jak radość, gdy poprowadził Anwil do mistrzostwa. Nie widzieliśmy się pięć lat, a niebawem możemy zagrać w jednej drużynie. I to na dodatek w reprezentacji Polski... Niewiarygodne, jak świat bywa przewrotny - kręci z niedowierzaniem głową 24-latek.
A w 2007...

Podczas ostatniego roku, oprócz konfliktu z Knightem, plany skomplikowała Storożyńskiemu kontuzja nogi. Obecnie dopiero wraca do pełnej dyspozycji.

- Szukając sobie klubu mam dwa problemy: nikt mnie tutaj nie zna i jestem świeżo po kontuzji. Ale spokojnie, poradzę sobie. Za kilka tygodni wszystko będzie OK. Udowodnię, jak potrafię grać - odgraża się Paweł.

Plany, i to niemałe, wiąże również z występami w reprezentacji. - Pamiętam, jak w 1997 roku nasza drużyna zajęła podczas ME w Hiszpanii siódme miejsce. Wszyscy mówili, że to sukces. Jaki tam sukces? Przecież Polska to ogromny, 40-milionowy kraj. Teraz pojawiła się nasza grupa - zdolnych i młodych zawodników, takich jak Trybański, czy Ignerski. Jeśli dostaniemy szansę, wykorzystamy ją. Wiem, że trener Kowalczyk mówił ostatnio, że marzy, byśmy zagrali w finale mistrzostw Europy w 2007 roku. W pełni go popieram! Lubię, jak ludzie mierzą wysoko. Wiem, że obecnie słysząc to niejeden kibic jedynie uśmiechnie się pod wąsem, ale ja naprawdę wierzę, że możemy to osiągnąć - kończy z wiarą w głosie Storożyński.

autor: Michał Tomasik

<--- Wróć

 
NBA





Tournament 2010

  • 13 marca
    Selection Sunday

  • 15-16 marca
    First Four

  • 17-18 marca
    druga runda

  • 19-20 marca
    trzecia runda

  • 24-25 marca
    Sweet 16

  • 26-27 marca
    Elite Eight

  • 2 kwietnia
    Final Four

  • 4 kwietnia
    Finał NCAA



  • Najlepszą drużyną Rankingu AP w tym tygodniu jest:


    Ohio State



    Wybierz wywiad:



    Czytaj artykuł:

  • Nowi uczestnicy NCAA Tournament
  • TOP5 sezonu 2010/11
  • W Final Four obalajš stereotypy
  • Sukces nie zmieni? Haywarda
  • Czas na Final Four

    więcej artykułów




  • hotel Świdnica - gąsienice do minikoparek